O, muzyka!

wtorek, 27 maja 2014

Wybierz datę



Każdy z nas ma pewne momenty - bardziej lub mniej “historyczne” - które wciąż uważa za względnie nową historię. Rok urodzenia, ostatnie mistrzostwo Dallas Stars, katastrofa promu Challenger, czy chociażby koniec drugiej wojny światowej - to przecież nie jest głęboka historia, prawda? To nie jest jakiś, o matko, dziewiętnasty wiek, to zdarzyło się kilka, kilkanaście, może kilkadziesiąt lat temu. Znamy z nazwiska ludzi, którzy brali w tych wydarzeniach udział, mamy zdjęcia, nierzadko własne wspomnienia i przerywane reklamami transmisje telewizyjne. Wszystko było raczej niedawno, czyż nie? (Dla tych, którzy obruszyli się na umieszczenie na przykładowej liście II wojny proponuję dyskusję, na ile obecna polska polityka wciąż jest powodowana skutkami tegoż konfliktu.)

Proponuję zatem zabawę, zabawę w “wybierz datę”. Gra się tak: wybieramy jakieś wydarzenie historyczne, może nie całkiem nowe, ale jednocześnie takie, które uważamy za całkiem niedawne. Olimpiada w Soczi raczej się nie nada, Lillehammer już bardziej. Odliczamy, ile od tego wydarzenia upłyneło lat.

A teraz pora na zabawę - od naszego wydarzenia robimy skok w przeszłość o tyle samo lat, ile przed chwilą odliczyliśmy. Czyli, przykładowo, od ostatniego mistrzostwa Montreal Canadiens minęło 21 lat (matko boska...). 1993 - 21 daje nam... 1972 rok. 1993 to całkiem niedawno, no nie? Byłem w 2. klasie, oglądałem mecz z Tatą w telewizji. Wspominanie tego w tej chwili jest tym samym, co wspominanie w 1993 roku czarno-białego świata z roku 1972.

Ale jest to także zabawa nieco poważniejsza i bardziej refleksyjna, niż roztrząsanie zmian w postrzeganiu hokeja na lodzie. Powiedzmy, od lądowania na Księżycu minęło niecałe 45 lat. Świeża sprawa, NASA i spora część ludzkości nadal grzeje sobie serduszko przechwałkami, jak to po Księżycu hasaliśmy. Ma to równie wielki sens, jak gdyby w 1969 roku puszyć się pierwszym, trwającym 175 DNI przelotem dookoła świata (1924 rok).

Idźmy dalej. Rozdrapywane w koło Macieju resentymenty drugowojenne są nam równie odległe (69 lat), co Churchillowi i spółce pierwszy w historii automobil albo koniec wojny USA z Indianami pod wodzą Geronimo (1886 rok). Dark Side of the Moon zespołu Pink Floyd (1973 rok, możesz kupić w remiksie super mega HD i w kilku reedycjach) jest równie dalekie (41 lat), co Floydom uwięzienia Ala Capone (1932).

Warto czasami uzmysłowić sobie, jak bardzo trzymamy się wydarzeń, które dawno usadowiły się już na półce historii i zdążyły pokryć warstewką kurzu. Jak bardzo przeżywamy dawne dzieje, pozwalamy im wpływać na nasze życie, myśląc, że to przecież ledwie kilka lat, ledwie moment, nic się przecież nie zmieniło...

poniedziałek, 12 maja 2014

Truchełko w kształcie UFO

Do Spodka sobie poszli niedawno na koncert.



Dla niewtajemniczonych - Spodek to swego czasu jedna z największych oraz najbardziej znanych hal widowiskowych w Polsce. Zbudowany w 1971 roku może maksymalnie pomieścić ponad 11 tysięcy ludzi. Gościł takie imprezy jak koncerty Metalliki, Deep Purple, Greenday, Yes, czy Leonarda Cohena, a do tego mistrzostwa chyba każdej ważniejszej dyscypliny sportowej poza piłką nożną - łącznie z meczem reprezentacji NHL. Na Śląsku jest dumą i chwałą oraz jednym z niewielu lokalnych obiektów rozpoznawanych w całej Polsce.

Zapamiętajcie sobie ten lukrowany opis, bo niedługo będzie go można postawić obok renomy Stadionu Śląskiego, czy wartości strategicznej Gniezna.

Jak już mówiłem, poszli sobie niedawno do Spodka na koncert. Lata temu, gdym dzieckiem był, a i później w latach młodzieńczych, Spodek był dla mnie synonimem wielkiego wydarzenia i czymś, co autentycznie mogło rozgrzewać serce. Wśród odrapanych szarych miast Górnego Śląska, wśród wszechobecnego przekonania, że wielki świat gdzieś nas łukiem omija i nawet niespecjalnie się nami interesuje, Spodek był miejscem, gdzie wielkie gwiazdy zjeżdżały na (zazwyczaj jedyne) polskie koncerty. Dla smarkacza takiego jak ja, była to - obok Centre Bell w Montrealu - ukochana hala. Cieszyły i do dziś cieszą zachwyty ludzi spoza Śląska, jak chociażby dziennikarzy kanadyjskiej TSN, którzy porównywali Spodek do skrzyżowania Pengrowth Saddledome w Calgary z Madison Square Garden.

Mijały lata, a hala pozostała ukochaną, chociaż coraz bardziej ze względów sentymentalnych, po tym jak człowiek nieco podrósł i zobaczył na własne oczy nie tylko rzeczoną Centre Bell, ale i takie stodoły, jak TD Garden w Bostonie, sztokholmskie Globen, czy praską Sazką Arenę. Trzeba być było bowiem ślepym, żeby nie widzieć, że wielki świat znowu odjechał gdzieś za horyzont i katowicki klejnocik stawał się w porównaniu z nim coraz bardziej przykurzony i zapyziały. Zabolał zwłaszcza widok błyszczącej i lśniącej areny w Pradze - nie dość, że mieściło się w niej do 18 000 luda, nie dość, że miała takie luksusy jak darmowe wifi, czy dziesiątki stoisk z jedzeniem w galerii dookoła widowni. Nie, to co dobiło, to widok oddzielnego poziomu między dwoma poziomami krzesełek. Poziom ten był poświęcony wyłącznie na loże i - z wyglądu - luksusowe restauracje. Nie, nie marzę i nie marzyłem o wcinaniu kawioru i oglądaniu w ten sposób hokeja. Bolała raczej świadomość, że KTOŚ płaci za taki luksus równie luksusowe pieniądze a na tym (w sensie tzw. corporate sponsorship) hale obecnie zarabiają.

No dobrze, ale Spodek był w końcu remontowany, jak remont skończą, to i u nas może trochę tych cudów się pojawi. Bo że było źle, to było widać gołym okiem. Nie trzeba było słuchać Marka Knopflera opowiadającego o smrodzie w garderobie i warunkach niczym za głębokiego PRL. Wystarczyło przejść koło hali i popatrzeć jak z balustrad wiszą jakieś glutopodobne stalagmity utworzone przez lata cierpliwego kapania wody. Nic to, że zdaniem kretynów z Gazety Wyborczej największym problemem remontowanego dziadka było to, że ośmielono się skuć pokryte bodajże porcelaną płyty balustrad - w końcu na pewno jest tam ktoś inteligentny, kto zrozumie, że w nowoczesnej hali poza balustradą jest również kilka innych ważnych elementów.

Początki były wcale obiecujące - wymiana płytek elewacji wyszła całkiem dobrze, imprezy wewnątrz przestały przypominać posiadówki w saunie, a kulejące dotychczas nagłośnienie znacznie poprawiono. W dodatku mała hala także przeszła całkowity lifting i kombinowałem, że jeśli na dużej będzie to podobnie wyglądać, to może będzie jeszcze w Katowicach cywilizacja. Dalszy etap remontu był w planach, pozostało czekać i cieszyć się.

To było kilka lat temu.

Pierwszym złowrogim sygnałem była informacja, że Australian Pink Floyd grający tuż po zakończeniu pierwszej fazy remontu, musieli okroić nieco oprawę swego show. Zakryty z powodu akustyki sufit nie pozwalał bowiem na podwieszenie wszystkich elementów konstrukcyjnych sceny. Jak to mówią za Oceanem - let that sink in. COVER BAND do jasnej ciasnej musiał się OGRANICZAĆ, bo po remoncie czegoś się JUŻ nie da zrobić. Znaczy, nie że stan przejściowy, nie że będzie lepiej, ale wyłączyliśmy, nie będzie, idźcie dzieci spać.

Nie trafił mnie wtedy szlag, bo myślałem, że jeśli w zamian dostaliśmy naprawdę rewelacyjny dźwięk, to chyba da się z tym żyć.

No to teraz parę słów o tym, jak wyglądało moje doświadczenie w kolejnym występem Australian Pink Floyd w zeszłym tygodniu. O muzyce pisał nie będę, bo to akurat od zarządu Spodka zależało w minimalnym stopniu i zepsute nie zostało. Zepsute zostało natomiast w połowie urwane krzesełko, na którym trzeba było cupić jak kura na grzędzie. Siedzenia w Spodku - nawet gdy nie są uszkodzone - są legendarnie niewygodne, co wciąż najwyraźniej nikomu nie przeszkadza. Zakrawa na farsę, że idąc do Tarnogórskiego Centrum Kultury siadam w sali kinowej w o niebo wygodniejszym FOTELU niż w jednej z najbardziej renomowanych hal w kraju. Że takich foteli nie da się zainstalować w hali widowiskowej? Twój argument jest inwalidą.

Aha, po pięciu minutach pobytu krzesełko rozłożone przez Wiolę również urwało się z jednej strony. Prawda, że nie musiałem tego dodawać?

Pozamuzyczne atrakcje oferowane w hali sprowadzają się do jednego stoiska z hot-dogami i zapiekankami z mikrofali oraz colą, jednego dystrybutora z piwem oraz stoliczka z pamiątkami. Jak wygląda kolejka do wodopoju w przerwie, pozostawiam Waszej wyobraźni. Jej także pozostawię wyobrażenie sobie wnętrza widowni, wypełnionego składanymi narzędziami tortur, przykurzonego i wyglądającego jak ryczący relikt lat 70. Ja nie mówię już, że mamy konkurować z Pragą, ale na litość, przecież tutaj wstyd kogoś zaprosić!

Nie żebyśmy mieli zbyt wiele okazji - w tym roku ze sportu mieliśmy marginalny turniej tenisowy, chociaż na koniec roku będzie spora impreza w postaci Mistrzostw Świata w siatkówce. Z koncertów artystów klasy A/A- mieliśmy Dream Theater, a planuje się Nine Inch Nails. Do tego Manowar, reszta to już festyn w postaci Piersi, nieśmiertelnego Kultu i odwiecznego Rawa Blues. Dla porównania, z pierwszych lepszych wydarzeń w Pradze - Nine Inch Nails, Top Gear Live, Lady Gaga, Kylie Minogue, Bob Dylan, Justin Timberlake, Chris Rea. Wybrałem tylko to, co rzuciło mi się w oczy.
A propos rzucania się w oczy, w najczarniejszych snach nie pomyślałbym, że zainstalowany w miejsce dawnych malowanych plakatów telebim będzie służył jako reklama sprzętu górniczego i spa w Hotelu Olimpijskim. Jak można dopuścić do sytuacji, gdy przejeżdżając obok hali nie wiadomo, co się dzieje w środku? Myślicie, że jako 12-letni szczyl z nadwagą i nosem w książkach POLOWAŁEM na informację, że w Spodku będą mistrzostwa świata w hokeju? Zobaczyłem plakat pod halą, zapaliłem się i poszedłem z Tatą na mecz. Ilu ludzi odpada z grona potencjalnych KLIENTÓW Spodka, bo nie widzę reklamy tego, co jeszcze jest tam w ogóle organizowane?

Jestem przybity, bo jedno z najważniejszych dla mnie miejsc popada w ruinę i nie widać nikogo kompetentnego, kogo by to obchodziło. Miasto sprawia wrażenie, jakby nie przyjmowało do wiadomości faktu istnienia Hali Stulecia, Kraków Areny, Atlas Areny, Ergo, czy Sali Kongresowej, o tanich biletach do Czech czy Anglii nie wspominając. Nie sądzę, żeby Spodek był obiektem, który nie jest w stanie na siebie zarobić. Potrzeba po prostu kogoś, kto zainwestuje w solidny remont wnętrza hali oraz kto będzie miał równie solidną motywację, by sprawić, żeby obiekt żył. Wychodzi na to, że tak długo jak nie będzie to prywatny właściciel, będziemy musieli zadowolić się rozkładającym się truchłem, w którym raz na dwa miesiące ktoś zapali światła, zdmuchnie kurz i posprasza prostaczków.

Mnie się to nic a nic nie uśmiecha.

czwartek, 20 lutego 2014

74



Daj siedemdziesiąt cztery sekundy
Niech ujrzę pierwszy lutego
Daj zrobić zdjęcia tam, z góry
A im rozpacz odwróć od nieba.

Ucisz wstrząśnięte domysły
I odejść mi daj w zapomnienie
Na aukcji emblemat misji
Niech żywo nudną ma cenę.

Trzy, dwa, jeden - silników niesie nas ryk
Fotelem miażdży mnie pęd
W niebo, dalej w górę! Świat drży!
I nagle... gdzieś w dole jęk.

Gdyby choć metr jeszcze dalej!
By wzlecieć w ciemne przestworza
Użycz skrzydeł, ba! rękę podaj
Nie pozwól mi runąć ku morzu.

To nie tak miało wyglądać!
Bez dusz na miazgę strzaskanych
Sława, mądrość, przygoda!
I lekcja do góry nogami.

Lecz kiedyś, gdy wszystko wyłowią,
Żałoba w archiwum spętana,
Wreszcie się wyrwę na wolność
W nieważkie wieczne spadanie.

A gdy się wreszcie nasycę
Światu patrzeniem na dachy
Bez strachu i zmartwień powrócę
Na skrzydłach wizji i marzeń.

Duchów ulotnych przygodą
Noc bez czuwania przemierzę.
Pasem mi gwiazdy i słowa -
Nie trzeba kontrolnej tu wieży.

I w końcu pozwolisz lądować
Ukończę najdłuższy mój skok.
A w noc mi wiatr cicho wyszepcze
O lata spóźnione “Wheels stop”.


środa, 22 maja 2013

Przepraszam!


Zaczęło się od tego: 

LA Kings apologize for Kevin Ryder’s sexual assault joke on Twitter

W gigantycznym skrócie, komik Kevin Ryder, który w trakcie meczu Los Angeles Kings z San Jose Sharks "opiekował się" kontem Twitter klubu z LA, dopuścił się niegodnego, karygodnego żartu: "... Kopitar właśnie został seksualnie napastowany przed [bramkarzem] Antti Niemi". Kings błyskawicznie przeprosili, przeprosił także Ryder - w fali ugłaskiwania wszystkich, którzy zostali, będą, byli lub mogliby zostać urażeni, tweet został oczywiście usunięty.

Czy zgadzam się z przeprosinami? Czy uważam, że jest to przesadna polityczna poprawność i doszukiwanie się obelg wszędzie i w każdej sytuacji? Odpowiedzi na te pytania na szczęście nikogo nie interesują. Sobie a muzom zatem spisuję tutaj kronikę dalszego rozwoju wypadków w "Rydergate" - w zadziwiający sposób pominiętych na pierwszych stronach gazet...

21 maja - Kevin Ryder przeprasza za żart na temat... eee... przemocy seksualnej? sytuacji na lodowisku, która może przy odpowiedniej interpretacji być wzięta za przytulanie się? Ryder przeprasza, w każdym razie.
21 maja - Los Angeles Kings przepraszają za żart Kevina Rydera
23 maja - Los Angeles Kings przepraszają wszystkich, którzy poczuli się urażeni ich nazwą, nawiązującą bezpośrednio do opresyjnego aparatu feudalnej przemocy. Z dniem dzisiejszym zmieniają nazwę na Los Angeles Democratic Leaders
25 maja - bramkarz Los Angeles, Jonathan Quick, przeprasza że jego nazwisko pogłębia depresję mężczyzn z problemami podczas stosunku. W szeroko krytykowanym geście decyduje się jednak przy nim pozostać.
25 maja wieczorem - Femen organizuje akcję przeciwko hokejowi na LODZIE. Jest dużo rozdawania bananów, dużo zdjęć i dużo rozebranych dziewczyn, co w jakiś dziwny sposób umacnia je w walce z patriarchatem.
26 maja - NHL przeprasza za wyposażanie swoich zawodników w łyżwy. Międzynarodowe Stowarzyszenie Ofiar Broni Białej uznaje przeprosiny za niewystarczające i bojkotuje playoffy.
26 maja - Kanada przeprasza. Nikt nie wie, kogo i za co, ale ogólnie jest bardzo miło.
27 maja - użytkownicy Reddita zaczynają tropić ludzi, którzy żart Rydera przeczytali i uśmiechnęli się pod nosem. Dochodzi do przymusowych przeprosin oraz, w jednej miejscowości w Vermont, do tolerancyjnego linczu.
28 maja - Wayne Gretzky przeprasza, iż żadnej z bramek w karierze nie zdobył będąc członkiem mniejszości
28 maja - Twitter publikuje oficjalne przeprosiny, zajmujące całe 153 znaki
29 maja - afera na Twitterze ściąga uwagę opinii publicznej na serwis Facebook, który...
31 maja - ... przeprasza osoby z deformacjami twarzy...
2 czerwca - ... oraz ludzi, którzy nie czytają książek. Rozpętuje się burza, gdyż przeprosiny są opublikowane pisemnie, a nie w formie zabawnego mema z kotem i z muzyką z Super Mario Bros.
5 czerwca - Facebook zawiesza działalność
10 czerwca - przez Amerykę Północną, kilkunaście krajów Europy oraz Japonię przetacza się fala samobójstw
11 czerwca - Kevin Ryder, stojąc przed swoim domem w Los Angeles, mruczy pod nosem patrząc na zgliszcza metropolii: "Jezu, sorry...". Odruchowo przeprasza za użycie Imienia nadaremno.
15 czerwca - planetę najeżdżają Obcy. Na oficjalną notę Ziemian odpowiadają: "Co? Taa, jasne, pardon" i uruchamiają lasery.
16 czerwca - Zzoruryfhh klxxx yth'yt hgtr jkkrrr.

sobota, 29 grudnia 2012

Walc nad walcami


Pochodnie nad horyzontem
Okruchy lodu
Ognie na niebie
I wieczna mgła.

Kręgi w ciemności
Prastarych kamieni
I wciąż te ognie,
Co będą trwać.

Światy-pustynie
Stuletnie burze
Miliony powietrz
Umysłów piach
Wiszące skały
Lodowe pustki
Pożar w ciemności,
Co niesie brzask.

W końcu nas wezmą
W końcu przemogą
Kiedyś spłacimy im życia dług
Mrugną? Zostaną
W walcu nad walcami
Wciąż wśród tych ogni,
Co będą trwać.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Opowiem wam o wolności

Jakiś czas temu w moich rodzinnych Tarnowskich Górach odbył się konkurs na refleksję na temat współczesności. Poniższy tekścik to moja, kompletnie nieudana, próba zgarnięcia głównej nagrody. Skrótowość tekstu wynika z ograniczeń konkursu - limit znaków wynosił 1800. Ot, drobiażdżek.


* * *


Opowiem Wam o wolności. Koncepcja wolności we współczesnym rozumieniu... Zaraz uruchomi mi się komputer, więc
puścimy to sobie na rzutniku jako prezentację PowerPoint. Proszę się nie martwić, to nie jest piracki program, tylko
darmowy zamiennik. Wiem, też mnie nie stać na oryginały.

Już, już, sekundkę, tylko wpiszę hasło. Gdzież ja je zapisałem? Tutaj jest! Dlaczego niepoprawne? Jeszcze raz... Działa!
Dobrze, teraz serwer, domena, iks, igrek, zet, raz, dwa, trzy... Słucham? To się nazywa token. To takie małe urządzonko,
generuje kod dostępu, bardzo wygodne. Oj, to nie ten PIN! To do telefonu, właściwy mam na tej karteczce. Błąd dostępu?
Ale jak?... A niech tam! Nie będziemy sobie tym głowy zawracać, najwyżej filmy puszczę Państwu później. Gdzie ja miałem
ten plik? O, tutaj jest! Zaczynamy.

Ojej! Najmocniej przepraszam, zapomniałem zapytać wcześniej i proszę wybaczyć niedelikatność. Czy są na sali osoby
pochodzenia arabskiego? Pan, tak? Niestety, będzie pan musiał wyjść na moment. Nie, nie, oczywiście, że pana nie
wyrzucam! To standardowa procedura bezpieczeństwa, strażnik pokaże panu, gdzie należy się udać. To zajmie tylko
chwilkę, naprawdę przepraszam. Słucham? Został pan wybrany losowo, regulamin jest do wglądu. Zapewniam, że za
najdalej kwadrans będzie pan tu z powrotem. Proszę pana, jeśli się pan nie uspokoi, będę zmuszony wezwać...

[Patrzę w ciemne, coraz bardziej zagniewane oczy i widzę akademik na Ligocie. Widzę park Maysaloun w Aleppo, gaje
oliwne i zatłoczony autobus z nieczytelną rejestracją. Spoglądam na stosy książek o dziwnych tytułach, puste butelki
na podłodze w niedzielę nad ranem i prawie słyszę śmiech po wyjściu z sali egzaminacyjnej. Mrugam i widzę kilometry
procedur i instrukcji bezpieczeństwa, strażnika w dyżurce piętro niżej i dwie płonące wieże w perfekcyjnych ujęciach
kamer CNN. Prawie pytam siebie, czy on widzi w moich oczach polską piechotę maszerującą przez Zaolzie, ale na widok
wież przestałem myśleć.]

… policję.

W porządku, proszę państwa, cieszę się, że mamy ten incydent za sobą. A teraz, jeśli Państwo pozwolą, opowiem Wam o
wolności...

środa, 1 sierpnia 2012

Szukam pracownika!



Poszukiwana osoba do pracy od zaraz!!!

Chcesz rozwijać się w międzynarodowej firmie? Chcesz podnieść swoje kwalifikacje poprzez pokonywanie wyzwań w młodym i dynamicznym zaprzęgu, znaczy się, zespole? Jesteś osobą ekstrawertyczną, dyskretną, żywiołową, poukładaną, ambitną, dyspozycyjną oraz bezpruderyjną? Ta praca może być dla Ciebie!

Dla naszego klienta poszukujemy dogjoggera na umowę o dzieło (10h dziennie, pn-pt oraz każda sobota i trzy niedziele w miesiącu).

Atrakcyjne wynagrodzenie!!! Oferujemy stawkę 1,20PLN/h brutto oraz możliwość bezpłatnych nadgodzin!!!

Praca w naszej firmie to szansa na rozwój w kooperacji z innymi ssakami oraz wyzwania będące prawdziwą karmą dla umysłu!

Od potencjalnych kandydatów wymagana jest:

  • znajomość języka angielskiego, rosyjskiego, czeskiego (w stopniu komunikatywnym), afrikaans oraz hiszpańskiego (w odmianie południowoamerykańskiej); język francuski oraz niemiecki są mile widziane
  • podkreślamy: znajomość FRANCUSKIEGO jest mile widziana
  • prawo jazdy kategorii A, B, C, D, E, F, Z, Ł oraz na psie zaprzęgi
  • miła prezencja
  • dyspozycyjność
  • proaktywność
  • mile widziana bezpłodność
  • umiejętność nawiązywania przyjaznych relacji z ludźmi bez nawiązywania głębszych i absorbujących związków uczuciowych
  • wyższe wykształcenie, preferowany doktorat, kierunki techniczne
  • absolutnie wykluczone – skłonności do sodomii
  • interesująca oraz miła osobowość
  • brak jakiegokolwiek życia osobistego
  • wiek do 25 lat
  • 20-letnie doświadczenie w pracy na podobnym stanowisku i/lub w zarządzie dowolnej korporacji z pierwszej dziesiątki Forbesa
  • chęć rozwoju

Zastrzegamy sobie prawo do skontaktowania się z wybranymi kandydatami. Wstępna rozmowa kwalifikacyjna odbędzie się przez telefon. Następnie wybranych kandydatów zaprosimy na drugi etap (assessment center), który zostanie przeprowadzony w siedzibie naszej firmy na Spitsbergenie (dojazd na koszt kandydata). Kolejne etapy obejmą trening survivalowy w Gwatemali, wyścig pływacki z ławicą rekinów oraz standardowe testy wytrzymałościowe organizowane przez agentów Specnazu.

Zapraszamy do składania CV, listów motywacyjnych oraz pamfletów pochlebczych wraz ze zdjęciem (także w negliżu*) na adres e-mail dogjogger@slavemaster.com!

Spróbuj! Może ta praca jest właśnie dla Ciebie?

* - żartowaliśmy**
** - a co jeśli nie?...